Ostatnio pewna zatroskana mama zapytała mnie, jak zwolnić siebie z odpowiedzialności za brak kontaktów ojca z dziećmi. Małżonkowie są po rozwodzie a dzieci mieszkają z mamą. To pytanie zainspirowało mnie do napisania poniższego tekstu.

W związkach, także po rozwodzie, każdy z nas jest odpowiedzialny wyłącznie za siebie. Nie możesz brać odpowiedzialności za posunięcia męża. Jednak sprawdź czy naprawdę zrobiłaś wszystko.

Wiele matek zapyta: a co mogę zrobić, skoro to ojciec nie odzywa się do dzieci?

Odpowiadam: jesteś odpowiedzialna za swoje nastawienie do byłego męża. Za to, z jakimi uczuciami myślisz o ojcu dzieci. Czy szanujesz go jako ojca, czy utknęłaś w złości, żalu albo poczuciu krzywdy. Często agresja i roszczenia matki powodują, że ojciec unika dzieci. W ten sposób ucieka przed złością byłej żony, która stoi mu na drodze do dzieci. Jeżeli dzieci czują złość matki do ojca, odrzucają go. Postępują tak z lojalności do matki. Mieszkając z matką są od niej zależne i boją się, że przestanie je kochać, skoro potrzebują ojca. Tłumią miłość do ojca. Czują, że nie ma na nią zgody mamy. Mogą wówczas deklarować, że nie chcą widywać się z tatą. Jednak w głębi duszy tęsknią za ojcem i mają żal do matki. Tracą do niej zaufanie.

Na pytanie matki: „jak mam się pozbyć ciężaru odpowiedzialności, kiedy ojciec dzieci nie kontaktuje się z nimi”? odpowiadam następująco: Nie o odpowiedzialność, tylko o miłość do dzieci tu chodzi. Jeżeli widzisz, ze dzieci potrzebują pomocy w kontakcie z ojcem, to miłość do nich każe Ci im pomóc. Podobnie jak w przypadku każdego innego problemu dzieci. Pomagasz im, bo je kochasz.

Jeżeli dziecko ma trudną relację z nauczycielem, to interweniujesz, żeby je ochronić. Nie zastanawiasz się: „czy to jest moja odpowiedzialność?”. Kochasz dziecko, więc chcesz pomóc. Jeżeli oddajesz dziecko pod opiekę instruktora pływania i widzisz, że on je podtapia, nie myślisz kategoriami „to jest jego odpowiedzialność, że je topi, nie moja” . Pędzisz do wody co tchu, żeby je ratować.

Pytanie nie powinno dotyczyć odpowiedzialności, bo tu każdy rodzic ma swoją. Pytanie dotyczy tego czy chcesz pomóc dzieciom i co możesz zrobić? Możesz poprzestać na stwierdzeniu, że ojciec dzieci jest odpowiedzialny za swoje relacje z nimi i wycofać się. Albo możesz próbować pomóc dzieciom nie biorąc na siebie odpowiedzialności za jego zachowania.

Ważna jest komunikacja i twoje emocje do partnera. To jest twoja odpowiedzialność. Jeżeli w rozmowie wywierasz presję, wpędzasz byłego partnera w poczucie winy albo walczysz z nim, to nie pomożesz dzieciom.

Bycie rzeczniczką miłości dzieci do ojca – to jest rola kochającej matki w relacji z byłym partnerem. Zamiast mówić z wyrzutem: nie widziały cię dawno, nie brałeś ich od tygodni… itp. możesz powiedzieć: wiem, że to trudne dla ciebie, ale dzieci tęsknią za tobą, pytają o ciebie, potrzebują cię, kochają cię… Nazywasz głośno to, co w głębi serca czują dzieci, ale nie odważają się wypowiedzieć. Dzieci nie umieją nazywać swoich uczuć. Czasem boją się, ze zostaną zlekceważone, odrzucone lub wyśmiane. Dlatego pomoc matki polega na mówieniu w ich imieniu. To rola mediatora, który dba o obie strony. Wymaga ona wysiłku i empatii. Niektóre matki nie zdecydują się na nią, bo są złe na byłego męża. Jednak złość nie pomoże dzieciom. Złość sprawia, że matka kaleczy swoje dzieci a na koniec zostaje sama.

Oczywiście, można tak postępować tylko wobec partnera, który jest zdrowy psychicznie. Jeżeli zaś jest psychicznie chory, poważnie uzależniony czy ma zaburzenia osobowości, które utrudniają normalne funkcjonowanie, to niewiele można zrobić. Niewiele zewnętrznie. Jednak możesz wspierać dzieci pielęgnując życzliwość do partnera, nie osądzając go przy dzieciach i nie oczerniając, mówiąc o nim z empatią i zrozumieniem dla jego sytuacji.

Każda matka chce, żeby jej dzieci czuły się wartościowe i sprawcze. A poczucie wartości bierze się stąd, że czujemy się kochani przez oboje rodziców a rodzice wzajemnie się szanują. Najlepsza matka nie zastąpi ojca.

Zatem z miłości do dzieci zachęcam matki do wewnętrznej pracy nad pojednaniem z byłym partnerem. Zapewne nie wszystkim uda się pozostać w przyjaźni po rozstaniu i wspólnie celebrować ważne święta dzieci. Jednak każdy może osiągnąć spokój w relacjach z drugim rodzicem i myśleć o nim życzliwie. To jest proces, który wymaga czasu. Warto poświęcić ten czas i energię. Dla własnego spokoju i szczęścia dzieci. Dla pożytku wszystkich.

Małgorzata Rajchert-Lewandowska