Do napisania tego posta zainspirowała mnie dyskusja kolegów- terapeutów ustawień. Na jednej z grup na facebook`u pojawiło się  ciekawe pytanie: czy dusze zmarłych dają zgodę na ustawienia?

To pytanie zawiera w sobie założenie, że w ustawieniach pokazują się dusze zmarłych.Ono implikuje kolejne pytania: Czy, mamy pewność, że się pokazują? Jeżeli tak przypuszczamy, to na jakiej podstawie? A może w ustawieniach poruszamy się wyłącznie na planie psychicznym jednostki, pracując z aspektami osobowości klienta?

Jeżeli odsłania się na przykład trauma wojenna, to czy w polu pokazują się dusze zmarłych, a reprezentanci są jak medium? A może pokazuje się tylko informacja o wojennej historii, zakodowana w nieświadomości klienta?  Czy jeżeli reprezentanci sprawców i ofiar godzą się, to czy ma to wpływ na rzeczywistych zmarłych sprawców i ich ofiary?

Pytania są fascynujące. W dużej mierze retoryczne. Nie mamy bowiem narzędzi, które pozwoliłyby „zbadać”, z czym w istocie mamy do czynienia w ustawieniach. Czy jedynie z eksterioryzacją treści z naszej nieświadomości, czy mamy tu także do czynienia ze zmarłymi.

Sam Bert Hellinger mówi o wielowymiarowości ustawień. Co do kwestii obecności zmarłych w Polu stawia tylko pytania: ” Czy (po śmierci) jesteśmy obecni tutaj razem ze swoim wcześniejszym życiem i z ludźmi, którzy byli nam bliscy? (…) Czy chcemy w dalszym ciągu żyć tutaj, posługując się innymi osobami i z ich pomocą nadrabiać coś, (…) co nie zostało dokończone? ” Bert tylko pyta. Nie ośmiela się odpowiadać. Jednak trzeba przyznać, że są to dość sugestywne pytania . Na tyle, że nawet  niektórzy z jego najbliższych współpracowników zaczynają je traktować jako wskazówki.

W poszukiwaniu odpowiedzi, możemy się odwołać do doświadczenia. Wszyscy, którzy choćby raz reprezentowali w ustawieniu zmarłą osobę, mają podobne obserwacje. Są zgodni co do tego, że kiedy żyjący wycofują się do życia,  szanując los zmarłego, ten ostatni odczuwa ulgę. Wielu reprezentantów osób zmarłych zamyka wtedy oczy i ma poczucie odejścia do innego wymiaru. Zatem obserwujemy,  że zmarłym jest lżej, kiedy historie się dopełniają, płynie miłość i żyjący „wracają do swojego losu”. Można odnieść wrażenie, że nie tylko żyjący uwalniają się od traum zmarłych przodków, ale także przodkowie uwalniają się od bolesnego „połączenia” z żywymi.

Wobec tego można by wnioskować, że w ustawieniach mamy do czynienia ze zmarłymi. Zatem psychologia czy duchowość? A może jedno i drugie? 😉

Ustawienia ewoluowały na przestrzeni lat. Początkowo były metodą psychoterapeutyczną. W tamtym czasie było jasne, że pracujemy z „psychiką”  klienta. Rozumieliśmy, że w ustawieniu odsłania się obraz, który jest w umyśle klienta. Poprzestawaliśmy na antycypacji, że ustawienie pokazuje ukryte ( nieświadome) dynamiki w relacjach między członkami systemu.

Część terapeutów została wierna tamtym tzw. ustawieniom klasycznym, w których terapeuta jest aktywny, sam przestawia reprezentantów, kontroluje cały proces i opiera się wyłącznie na faktach podanych przez klienta, pracując w jego służbie. Priorytetem w tego rodzaju pracy jest zrozumienie, o co chodzi w ustawieniu. Podobnie jak w psychoterapii.

Z czasem metoda rozwijała się. Bert odkrył, że jeżeli im pozwolić, to reprezentanci sami zaczynają się poruszać. Zostają niejako porwani i prowadzeni przez ruch, który nazwał „ Ruchem Ducha”. Ów Duch jest twórczą, uniwersalną Miłością. Wielką Świadomością, która jest esencją każdego z nas. Jest jak ocean, którego falami jesteśmy. Ruchy Ducha obejmują wszystkich obecnych na ustawieniach, włączając prowadzącego i kierują ich w stronę rozwiązania. Rozwiązaniem jest zawsze pojednanie i miłość.

W tej pracy wykraczamy poza ego, poza  dualizm ja-ty. Doświadczamy tego, że wszyscy jesteśmy tą samą, pełną miłości Świadomością. Dlatego owe ustawienia Bert Hellinger nazwał „duchowymi”. Tutaj ustawienie buduje się krok po kroku. Na koniec wyłania się obraz, do którego jesteśmy zabierani przez Ruchy Ducha. Często nie wiemy o kogo chodzi w ustawieniu, ale możemy doświadczyć pełnego harmonii rozwiązania. Takie ustawienia wymagają od wszystkich, a najbardziej od prowadzącego, odpuszczenia kontroli, zrezygnowania z kierowania się koncepcjami i z zastanawiania się „ o co tu chodzi?”

 

 

Wraz z ewolucją metody pojawiły się kolejne wglądy. Właśnie wtedy zauważyliśmy, że zmarli czują się lepiej, gdy żyjącym dobrze się wiedzie. To jest obserwacja, nie koncepcja. Mogliśmy też doświadczyć, że „dusza” istnieje od poczęcia. Zaobserwowaliśmy na przykład, że usunięte dzieci czekają, żeby rodzice je uznali i uszanowali jako istoty. A kiedy miłość rodziców popłynie, uspokojone dzieci mogą odejść w swoją dalszą drogę.

Niekiedy wydaje się, że pojawiają się zmarli, którzy jakby „nie do końca umarli”. Powiedziałabym: „nie wiedzą”, ze nie żyją. Wydaje się wówczas, ze w ustawieniu pomagamy nie tylko żyjącym, ale także im.

Pamiętam jak prowadziłam ustawienie, w którym pokazało się morderstwo. Wyszliśmy od objawu, który zgłosił klient i odsłoniła się dynamika ofiary i sprawcy. Morderca krążył wokół ofiary i triumfował. Zaczepiał reprezentantów osób żyjących i wydawał się nie wiedzieć, że nie żyje. Wszyscy na sali czuliśmy atmosferę grozy. Dopiero, kiedy ktoś powiedział do niego: „nie żyjesz”, uspokoił się i po chwili położył obok ofiary. Ofiara i sprawca popatrzyli na siebie z miłością i objęli. Energia się wyciszyła. Klient poczuł ulgę a po chwili przypływ radości.

Z czym mieliśmy tu do czynienia? Nie mam odpowiedzi. Tylko hipotezy. Czy rzeczywiście dusze zmarłych pojednały się ? Nie wiem. Możliwe. Na pewno doszło do integracji nieświadomych aspektów  osobowości klienta. Ofiara i sprawca reprezentowali tu niejako „części nieświadomości”. Klient przekształcił w sobie lęk i nienawiść, które otrzymał w spadku po przodkach.

A jak to działa na rzeczywistą ofiarę i sprawcę? Mam nadzieję, że ich też w jakimś stopniu odciąża. Ta hipoteza ma sens wyłącznie dla tych, którzy wierzą w reinkarnację. Bo jeżeli tak jak chrześcijanie, wierzymy w wieczny spokój po śmierci, to rozpuszczenie trudnych emocji w ustawieniach nie powinno mieć wpływu na zmarłych. Jednak doświadczenie ustawień wydaje się poddawać pod wątpliwość „wieczny odpoczynek”.

To otwarte pytania. Jak również pytanie, co dzieje się po śmierci pozostaje otwarte.

Osobiście wierzę, że w ustawieniach pojawiają się zmarli. Zwłaszcza ci, którzy mieli traumatyczną lub nagłą śmierć. Wydaje się, ze utknęli między światami i próbują jeszcze „żyć”.

Jednak wydaje mi się, że równie często mamy do czynienia nie tyle ze zmarłymi, co z energetyczną informacją o nich.

Po śmierci zostaje po nas energia w przestrzeni. Bert nazywa tę przestrzeń duchowym polem, w którym zakodowane są wydarzenia z przeszłości. W tym polu wszyscy pozostają ze sobą w rezonansie. Żywi i zmarli. Dlatego, to co wydarzyło się kiedyś, ma wpływ na nas dzisiaj. Wydaje się, że reprezentanci „podłączają się” pod tę energetyczną informację. Działają trochę na zasadzie radioodbiornika, który odbiera i przetwarza fale radiowe.

Myślę, że wymiar psychologiczny, osobisty, rodowy i duchowy przenikają się. Kiedy ustawienie dopełnia się, wówczas dusze zmarłych uwalniają się od trudnych emocji i jednocześnie następuje integracja „kawałków” osobowości klienta.

Zatem więcej mamy pytań niż odpowiedzi . Ale jak mówi filozof, ważniejsze jest stawianie pytań niż szukanie odpowiedzi. We właściwym czasie, gdy będziemy gotowi, odpowiedzi przyjdą same . Jedno jest pewne: ustawienia działają, chociaż nie do końca wiemy, z czym mamy tu do czynienia. Na własne uszy słyszałam, jak Bert zapytany o „mechanizm” działania  metody powiedział: „nie wiem i wcale mnie to nie interesuje. Grunt, że działa.” Śmiejąc się dodał, że zapewne naukowcy jeszcze długo nie zbadają tego fenomenu.

 

Małgorzata Rajchert-Lewandowska